jaga

Jak to powiedział Wojciech Cejrowski? „Wszystkich won”? „Jednym ruchem ręki jak pionki na szachownicy, wszystkich won?” Chyba jakoś tak to leciało.

Biznesmen potrzebował kasacji wyroku, rzecz dotyczyła dużej kasy, do której momentalnie zlecieli się mecenasi i sędziowie, którzy wiedzę posiedli, co zrobić trzeba. Sprawa sprawnie  poszła po sznureczku podszeptów, przysług i wzajemnych życzliwości. Kasację ustalono na 2 mln złotych, posmarowano komu trzeba, CBA wszystko zarejestrowało, upewniwszy się przedtem, że wszystkim działaniom operacyjnym świeci zielone światło odpowiednich instytucji, tak, żeby cała sprawa wyglądała czyściej niż koszule Zygmunta Hajzera. Na tacy podano nam sędziów i podejrzanych adwokatów, serwując danie główne: sędziego Naczelnego Sądu Administracyjnego Bogusława Moraczewskiego i sędziego Sądu Najwyższego Henryka Pietrzkowskiego.

Dalsze losy tej sprawy są tak banalne, że mógłby je rozpisać co bystrzejszy gimnazjalista, bazgrząc gdzieś w przerwie na korytarzu pracę domową z Wiedzy o Społeczeństwie. Trzy proste rzeczy (na poziomie gimnazjalnym) wystarczy ogarnąć: 1) Żyjemy w III RP, 2) Rządzi PO, 3) granych jest kilka mln PLN w Sądzie Najwyższym. Chyba, drodzy Czytelnicy, szanujemy się na tyle, że nie będziemy nawzajem obrażać własnej inteligencji sugestiami, że ktokolwiek, kto rozumie polską politykę na poziomie chociaż gimnazjalnym, będzie serio twierdzić, że taka sprawa może się zakończyć nieumorzeniem? I że jacyś pierwsi, drudzy czy trzeci prezesi najwyższych sądów wszelakich będą mieli jakieś zastrzeżenia? I że media sprawę ruszą?

Także tego, skoro już ustaliliśmy szybko i sprawnie, że odpowiedzi na powyższe pytania wynoszą 3 x NIE, przejdźmy to pozytywów. Wbrew pozorom nie żyjemy w tak zakłamanej rzeczywistości, żeby nie móc się w niej połapać. Naprawdę zakłamana byłaby bowiem wtedy, gdy nie wiedzielibyśmy, co jest prawdą, a co nie. A wzór na połapanie się w III RP jest wbrew pozorom dosyć prosty: wystarczy stworzyć sobie rzeczywistość odwrotną do tej, którą widzimy. Dokładnie odwrotną. O 180 stopni.

Jeżeli media huczą, że jest afera, skandal, niewyobrażalna korupcja to znaczy, że nie ma afery, skandalu, niewyobrażalnej korupcji. Jeżeli media nie huczą, że jest afera, skandal, niewyobrażalna korupcja, to znaczy, że jest afera, skandal, niewyobrażalna korupcja. Prawda, że proste?

Sprawa korupcji w Sądzie Najwyższym zostanie więc skręcona w „niezależnej” (od opozycyjnych odmętów szaleństwa) prokuraturze i zamilczana w mediach, bo zamilczenie jest zawsze najbardziej skutecznym orężem propagandowym. Czyli nic nowego w III RP.

Poza korupcją, taśmy odsłaniają nam jednak bardzo intrygujący wątek obyczajowo-moralny. Jeżeli zostać ma z nich cokolwiek, niech zostanie chociażby refleksja o etyce w prowadzeniu się sędziów.

Z taśmy dowiadujemy się, że sędzia Moraczewski „nie zrezygnował z dziewczynek”. „Dla zdrowotności”, oczywiście. Na co kolega z Sądu Najwyższego odpowiada mu tak pysznie, że każda parafraza zabiłaby ten cytat, przytaczam więc wiernie: „No pewnie. Taki kur** byk rozpłodowy jak ty. Jakbyś zaniechał tych praktyk (…) Pan Bóg by się gniewał na ciebie. Pamiętaj”.

W tej krótkiej wymianie zdań dostrzegam trzy wymiary: moralnościowy, mentalnościowy i teologiczny (Pan Bóg by się gniewał). Ten ostatni jednak zostawiam, ponieważ nie czuję się dostatecznie kompetentny w obszarze gniewu Pana Boga na pana sędziego Moraczewskiego. Pozostaje więc moralność i mentalność.

Kwestia moralności elit jest niezmiernie intrygująca, ale przy tym złożona. Wiele wymagamy od polityków, jednak ich wybieralność sprawia, że kondycja moralna, jaką prezentują, zawsze będzie odbiciem kondycji moralnej społeczeństwa. Dziennikarzy możemy sądzić moralnie, ale tylko tych którzy się „zawodowo” moralnością zajmują- wymagamy od Tomasza Terlikowskiego, żeby był wierny przekonaniom, które z pasją głosi, ale już np. żony Rafała Ziemkiewicza nie są nam do niczego potrzebne w odbieraniu jego analiz społeczno-politycznych. Od aktorów nie wymagamy niczego, a piosenkarz powinien się prowadzić w poprzek ustalonych norm- brudną muzykę lubimy, nawet jeśli sami jesteśmy czyści.

Sędziowie są jednak środowiskiem wyjątkowym, bo decydują o nas. Wydając wyrok, ustalają prawdę o naszym życiu i dalsze tego życia konsekwencje. Jest to władza chyba najbardziej odpowiedzialna ze wszystkich.

Tak ogromna i wrażliwa władza nad jednostką wymaga nie tylko przykładnego rozeznania się w paragrafach, umiejętności logicznego wnioskowania i oceny materiału dowodowego, ale, (a przynajmniej tak by się chciało) wymaga także w miarę prostego kręgosłupa moralnego. U podstaw tego przekonania leży jakieś podskórne rozumienie sprawiedliwości. Mówiąc anegdotycznie: nie chcę być skazany za palenie trawki przez gościa, który chodzi na dziwki. Tak, rozumiem, że ja łamię prawo, a on nie, ale jednak wolałbym być osądzony przez kogoś, kto na dziwki nie chodzi. Jak macie kogoś takiego na podorędziu, bardzo byłbym wdzięczny.

Kwestia mentalności sędziów jest również niezmiernie intrygująca, nie da się bowiem uciec od konkluzji, że oto dwóch prominentnych przedstawicieli absolutnego szczytu elity sądowniczej prezentuje mentalność, nie uwłaczając nikomu, licealną. Dzwoni jeden pan w wieku dojrzałym do drugiego pana w wieku dojrzałym i, podczas ważnej dla niego rozmowy, koniecznie, ale to koniecznie musi pochwalić się tym, że jego organizm prawidłowo reaguje na środki farmakologiczne. Na co ten drugi chichra jak nastolatek, mianując dumnego jak paw rozmówcę „bykiem rozpłodowym”. No nie wiem sam, może z racji wieku ucieka mi trochę specyfika sytuacji, ale czy tu naprawdę jest się czym aż tak bardzo chwalić?

Komentarze