wigilia

Wigilia. Magiczne słowo na dźwięk którego myśli chyba każdego człowieka biegną do rodzinnego domu. Stół zastawiony smakołykami, choinka, a pod nią masa prezentów. W tle oczywiście po raz kolejny leci ten sam od lat film – Kevin sam w domu. A po rozpakowaniu prezentów, część zapewne uda się jeszcze na Pasterkę. Niektórzy na tę odprawianą o północy, inni na tę o 22.00 (tak dla wygody, żeby nie trzeba było długo czekać). A jak wyglądał ten dzień w czasach, gdy nikt nie wiedział czym jest Internet, facebook, oraz globalne ocieplenie? W tym tekście spróbuję przybliżyć czytelnikom realia wigilijne z czasów, gdy w Europie ścierały się dwie zbrodnicze ideologie – nazizm i komunizm. Z czasów II wojny światowej.

Przenieśmy się więc do małej wioski, gdzieś w północno – wschodniej Polsce. Ups. Poprawność polityczna każe mi raczej napisać na zachodnich rubieżach Białoruskiej SRR, a dokładniej na terenie tzw. zachodniej Białorusi. Jesteśmy w maleńkiej wsi Zabrodzie. Jest rok 1939, pierwszy rok wojny i okupacji. Czy w takich warunkach jest możliwe przygotowanie świąt? Zapraszam czytelników w magiczną podróż do tamtych miejsc i czasów.

Zanim nastanie wieczór

Na początku warto wspomnieć, że przez cały wigilijny poranek, aż do wieczerzy wszyscy przestrzegali ścisłego postu. Oznaczało to, że pierwszym posiłkiem w tym dniu była wieczerza wigilijna. Z przymrużeniem oka patrzono jednak na dzieci, które nie mogąc doczekać się wieczora, co chwila próbowały coś uszczknąć z przygotowywanych potraw. Nie pościły też zwierzęta. Zabrodzianie, jak wszyscy szanujący się gospodarze, także w czasie świąt wykonywali niektóre czynności gospodarskie, takie jak np. obrządek. Jednak wykonywano tylko niezbędne prace. Na darcie pierza przyjdzie czas po świętach. Po dokonaniu niezbędnych prac w gospodarstwie, każda szanująca się gospodyni (w Zabrodziu mieszkały tylko takie) przygotowywała wieczerzę.

Na święta nie mogło zabraknąć tez choinki. Oczywiście tej przywiezionej z pobliskiego lasu. Innych zresztą nie było. Także wieszane na niej ozdoby znacznie różniły się od obecnych. Wszystkie były ręcznie wykonywane. Ale czego tam nie było: specjalnie na jesieni odłożone jabłka, długie łańcuchy z papieru, ręcznie robione aniołki… Nie mogło zabraknąć też świeczek. Ale nie były to znane nam obecnie lampki elektryczne. W tych czasach na choince, w specjalnie przygotowanych lichtarzykach, umieszczano prawdziwe świecie. Wspomniane wcześniej lampki i tak nie na wiele by się przydały, z uwagi na to, że wieś nie była zelektryfikowana.

Gdy pierwsza Gwiazdka…

Zaczęło się już ściemniać więc zajrzyjmy do najbliższej chaty. Kilka kroków przez staranie wysprzątane podwórze i już znajdujemy się w ciepłej izbie, w gospodarstwie pani Moniki. Naszym oczom ukazuje się stół pokryty sianem i przykryty białym obrusem.

Zajrzyjmy do kuchni. Wojenne braki w zaopatrzeniu nie sprzyjały przygotowaniu wyszukanych potraw. Ale na pewno nikt nie odejdzie od stołu głodny. W tym roku na stole króluje kapusta z grzybami, oraz zupa rybna (kilkadziesiąt lat później stanie się ona tradycyjną rodziną potrawą wigilijną, a przepis będzie przekazywany tylko z matki na córkę). Będzie można także spróbować kilku rodzajów smażonej ryby, oraz oczywiście śledzi. Nie zabraknie też deseru. Tradycyjnie będzie kutia, oraz łazanki (w tym roku wersja ze specjalnie pieczoną bułką). W tamtym roku – wspomina pani Monika – było tego więcej. Ale teraz jest wojna i to, co jest musi wystarczyć. Najważniejsze, że mamy siebie. Wszystkie produkty, które były potrzebne do przygotowania wieczerzy pochodzą z tego co urodziła tutejsza ziemia, grzyby z lasu, ryby z rzeki, a kapusta z własnego ogrodu. Nawet olej i mak nie były kupione w sklepie.

Wszystko gotowe. Potrawy już przygotowane. Stół nakryty. Nie zabrakło nawet pustego talerza dla strudzonego wędrowca. To ważny znak. Zwłaszcza w tym trudnym czasie – mówi pani Monika, ukradkiem ocierając łzy.

Jest. Mamo jest. – Do izby wpada trójka roześmianych dzieciaków. Dwóch chłopców i dziewczynka. – To dzieci pani Moniki, które już od godziny wypatrywały w oknie pierwszej gwiazdki.

Zatem siadajmy. Najpierw oczywiście dzielenie się opłatkiem. Czego najlepiej życzyć tym ludziom? Może po prostu powrotu wolnej i niepodległej Polski. Wreszcie można zacząć próbowanie poszczególnych potraw. Dla każdego znalazło się miejsce, oraz talerz gorącej zupy i kawałek ryby.

Na koniec wieczerzy pani Monika szybko odesłała dzieci spać. Nie możemy się temu nadziwić. A prezenty? A Pasterka o północy? Prezentów nie będzie – jest przecież wojna. A na pasterkę wybierzemy się dopiero rano. Władze okupacyjne wprowadziły godzinę policyjną, więc nikt nie może uczestniczyć we Mszy Świętej, która odbywa się w środku nocy.

Święta, święta

W pierwszy dzień świąt wstajemy wcześniej rano. Pasterka odprawiana jest już o godzinie 6.00. A do kościoła jest kilka kilometrów zaśnieżonej drogi. W kilka minut na pewno się tam nie dostaniemy. Po dosyć męczącej jeździe znajdujemy się na miejscu. Naszym oczom ukazuje się dosyć dużych rozmiarów kościół parafialny w Korycinie. Pod koniec wojny zostanie podjęta próba wysadzenia go przez wycofujących się żołnierzy niemieckich. W rezultacie zniszczeniu ulegnie tylko jedna z wież kościoła.

Jakże wymowne są w tej chwili słowa kolędy:

Podnieś rękę Boże dziecię
Błogosław Ojczyznę miłą
W dobrych radach, w dobrym bycie
Wspieraj Jej siłę Swą siłą
Dom nasz i majętność całą
I wszystkie wioski z miastami
A Słowo ciałem się stało
I mieszkało między nami…

Nikt nie ukrywa wzruszenia. Niektórzy nawet ukradkiem ocierają z policzka łzę.

Po powrocie każdy świętuje jak umie. Dzieci wyprosiły od rodziców pozwolenie pójścia na sanki. Dorośli zebrali się w jednym z domów, aby powspominać wcześniejsze święta, jeszcze te w wolnej Polsce. Młodzież zaczęła umawiać się na dzień następny na potańcówkę. Okazało się, że jedna osoba w wiosce ma patefon. Będzie można potańczyć – cieszą się młodzi. Nikt nie zamyka się w swoim pokoju. Wszyscy świętują razem.

W podobnej atmosferze minął także drugi dzień świąt. Wieczorem prawie wszyscy mieszkańcy Zabrodzia zebrali się w jednej chacie – u sołtysa. Tym razem opowieściom starszych przysłuchiwały się też dzieci. A o czym mówiono? O dawnych czasach, o królach, rycerzach. Każda z opowieści niosła ze sobą tez ukrytą treść dydaktyczną. W ten sposób przekazywano kolejnemu pokoleniu nie tylko historię narodu, ale także wskazówki i życiowe porady.

* * *

W ramach świątecznego prezentu:

Przepis na kapustę z grzybami
Składniki: kapusta kiszona, grzyby suszone, olej (z siemia lnianego, albo rzepaku), cebula
Przygotowanie:
1. Kapustę odcisnąć. Grzyby namoczyć (kilka razy zmienić wodę).
2. Poszatkować cebulę i przesmażyć ją na oleju.
3. Do kapusty dodać grzyby. Ugotować.
4. Dodać cebulę.
5. Wszystkie składniki gotować jeszcze kilka minut.
6. Ewentualnie doprawić do smaku pieprzem (w czasie wojny nie zawsze był on dostępny).

Komentarze