960

Po utracie wpływu na kraje byłego ZSRR położone na europejskim terenie Euroazjatyckiego kontynentu, Moskwie pozostaje jedynie starać się podtrzymywać wygasający już wpływ w Azji Centralnej oraz na Kaukazie. Wydarzenia, które miały miejsce na Ukrainie potwierdziły fakt, że Moskwa po swej inercji pozostaje być wierną idei konfrontacji z Zachodem i Stanami Zjednoczonymi. A dla manewru w tej konfrontacji niezbędna jest dla niej błyskawiczna korzyść w sojuszu z Chinami. W samej rzeczy Pekin, prześladuje ten sam cel co i Moskwa w Eurazji, co w perspektywie przeobrazi się w poważną geopolityczną konfrontację Rosji za rywalizację w regionie. W danej chwili Kreml osłabł nie tylko pod względem ekonomicznym ale też i politycznym i liczyć na wspólną polityczną strategię krajów EWG byłoby naiwnie.

Wszelkie umowy i kontrakty, które Moskwa podpisała w bieżącym roku służą za propagandowe show, które w samej swej istocie przewidziane są wyłącznie do ideologicznego nastawiania swoich rodaków. Pierwszym takim propagandowym mitem jest podpisany w maju kontrakt na dostawę gazu do Chin, który do tej pory wzbudza wątpliwości nie tylko wśród obywateli Rosji, ale również i na zachodzie.

Prowadzone negocjacje ukończyły się „podpisaniem «gwiezdnego» kontraktu na dostawę gazu do Chin. Przebiegały one zgodnie z chińskimi regułami: Rosja żądała, trzaskała drzwiami, powracała, a Chiny cierpliwie czekały. I, sądząc z urywkowych informacji pochodzących ze źródeł rządowych oraz publicznych przejęzyczeń urzędników, doczekały się. Aby postawić Rosję na kolana dla Chin nie starczało jedynie niewielkiego konfliktu Moskwy z Brukselą i Waszyngtonem. A z chwilą gdy doszło do konfliktu Chiny otrzymały to co właściwie chciały”.

Rosja stała się tzw., zapasowym dostawcą gazu i w związku z czym powinna zbudować infrastrukturę na wydobycie, przerób, przewóz i przechowywanie towaru, który najprawdopodobniej Chiny kupią, lub też i nie. „W ten oto sposób wygrywa się geopolityczne bitwy. Rosja weszła w konflikt z Zachodem, skierowała się w stronę Chin, a one uzyskały to co chciały. Zahamowały zasoby, które mogły zostać wykorzystane na wielowektorowy rozwój dalekowschodniej infrastruktury, niniejszą umową gazową, odbiła zasadę «bierz lub płać», otrzymała swój gaz i przywiązała ku sobie Rosję rurociągiem, który na świecie więcej nikomu innemu, oprócz niej samej nie  jest potrzebny.
http://slon.ru/economics/pochemu_usloviya_kitayskogo_kontrakta_ne_samom_dele_ne_vygodny_dlya_rossii-1103440.xhtml

Właściwa cena tego projektu na dzień dzisiejszy nie może zostać jednoznacznie skonkretyzowana. Budowa będzie trwać od 5-ciu do 7-miu lat i przewidzieć w takim okresie wszystkie czynniki, takie jak inflacja, zdrożenie komponentów urządzeń, nie ma możliwości. Za 5-10 lat zobaczymy, co z tego tak naprawdę wyniknie. Ponieważ istnieje wiele ekonomicznych i technicznych problemów. Sporo jeszcze nie zostało właściwie dokończone i nie do końca przemyślane …

Być prawdziwym liderem w regionie i w powstających politycznych oraz ekonomicznych strukturach Moskwa nie może i nie tylko dlatego, że nie ma już takiego autorytetu jaki miała wcześniej, ale i z prostej przyczyny, iż brakuje jej na to finansów. Logicznie mówiąc można byłoby wziąć i pożyczyć u przyjaciół lub w banku, ale Rosja nie może. Przyjaciele Rosji z finansami mają kłopoty (Chiny – na przyjaciela jawnie nie wyglądają), a banki zachodnie w zajmy pieniężnej nie dadzą.

Kolejnym zaś mitem propagandowym jest Eurazjatycka Unia Gospodarcza. „W politycznym sensie Eurazjatycka unia – to w zasadzie nic. W ekonomicznym sensie – to nie więcej niż dwustronne stosunki Rosji i Kazachstanu. Kirgizję i Armenię Moskwa po prostu kupiła, ale bazując się na tego typu stosunkach nie zbuduje się prawdziwej politycznej unii, podobnej do UE…W sensie ekonomicznym ten sojusz niczego nie przyniesie dla Rosji, a w politycznym – w rzeczy samej wywoła jedynie rozdrażnienie”.
http://theins.ru/opinions/1369/

Stale płacić dla swego satelity Rosji będzie trudno, zwłaszcza w warunkach zaostrzenia problemów w ekonomice. Moskwa nie może równocześnie płacić Kirgizji i Armenii oraz tracić miliardy na Krym.  Ogólnie mówiąc, wszyscy to doskonale rozumieją na terytorium byłego ZSRR, oto dla przykładu wyciąg z prasy WNP: „Jest mnóstwo podstaw aby przypuszczać, że wstąpienie Kazachstanu do Unii Celnej odbyło się pod naciskiem ze strony Rosji i był to nie swobodny wybór. Władze Kazachstanu zdawały sobie sprawę z tego, że Rosja spróbuje wykorzystać ten projekt jako instrument swojej polityki zagranicznej. Kazachstan, który mając wówczas szereg problemów i obawiając się ekonomicznej izolacji oraz będąc uzależnionym od Rosji odnośnie części tranzytu naftowego, a także pod naciskiem politycznym i ze względu na wiele okoliczności, zmuszony jest by pozostawać w Unii Celnej.”
http://www.lragir.am/index/rus/0/interview/view/38104

Kontynuując dalej temat kazachski, dziennik informacyjny sieci społecznej „Głos Islamu” pisze, następująco, że „… oczywiście, chińscy Kazachowie często narzekają na to, że są prześladowani. Ale w porównaniu z rosyjskimi Kazachami oni po prostu znajdują się w lepszej sytuacji. Oralman (etniczny Kazachowie repatrianci przesiedleni do Kazachstanu z sąsiednich państw takich jak np. Chiny, Mongolia, Uzbekistan, Rosja, Kirgistan, Iran, Afganistan, Pakistan i inne) z Chin przyjeżdżając do Kazachstanu wzbogacają środowisko językowe, natomiast przesiedleniec z Rosji popełnia jedynie szeregi i bez tego licznych zrusyfikowanych Kazachów, garnących się do północnego sąsiada… Raczej bardzo rzadko można spotkać Kazacha, który jest w 100% tzw., chińczykiem, a zrusyfikowanych Kazachów na dzień dzisiejszy są już miliony. Chiny nie kształtują w Kazachstanie z Kazachów chińskiego lobby. Rosja faktycznie naciska na nich swoim informacyjnym zasięgiem. Pojawienie się 7 lat temu w Ałmacie nieznacznego czasopisma w języku chińskim wywołało spore oburzenie. A tym niemniej przymruża się oko na dominowanie rosyjskiego zasięgu informacyjnego w Kazachstanie”.
http://golosislama.ru/news.php?id=17568

I, właściwie bombą o spowolnionym zapłonem jest nie rozstrzygnięty problem językowy, który wykorzystuje Rosja (na przykład: w Kazachstanie a wcześniej na Ukrainie i t d.) i „całkowicie oczywista jest myśl o tym, że społeczeństwo powinno dążyć do tego, aby każda nacja zachowywała i rozwijała swój język ojczysty, który jest nieodłącznym czynnikiem kultury. Bez wątpienia nie można zatem przynależeć do kultury kazachskiej, nie znając języka kazachskiego, tak samo jak  uważać siebie za Rosjanina bez znajomości języka rosyjskiego”. (http://www.zonakz.net/articles/2340)

„Nauczanie języka kazachskiego szczerze mówiąc idzie w parze z nauką języka rosyjskiego. Dlatego też bardzo trudno opanować ten język, jeśli nie zna się języka rosyjskiego. Lecz nawet w języku rosyjskim jest mało materiałów i są one niestety ale nie wystarczająco dobre. Ogólnie słabo opracowana jest metodyka nauki języka kazachskiego. W związku z czym trudne jest nauczanie języka kazachskiego”.
http://rus.azattyq.org/content/Kazakh_language/1827324.html

A oto jak widzą swoją sytuację niektórzy Rosjanie w Kazachstanie, retoryka której wyjaśnia korzenie agresywnej polityki Moskwy i daje odpowiedzi na to czego można oczekiwać od Kremla w przyszłości: „… Rosjanie odczuwają moralno-ideologiczne poparcie ze strony Rosji, … przecież jak wiemy dla Rosjan, zasada sprawiedliwej kary (zwłaszcza od tej władzy, od której oni cierpią) zawsze ceni się wyżej w odniesieniu do osobistej wygody ekonomicznej. Wtenczas gdy w Kazachstanie u którego z Rosją ułożyły się oficjalne przyjacielskie stosunki, narodowość słowiańska pozostaje bierna i uciśniona przez nacjonalistyczną politykę ze strony władz Kazachstanu. I w rzeczywistości jak może walczyć północny region Kazachstanu na przykładzie Wschodniej Ukrainy przeciwko narzucaniu języka kazachskiego jako języka państwowego, jeśli prezydent Rosji publicznie uściskał prezydenta Kazachstanu i jeśli taka pozorna przyjaźń z rosyjską władzą dla kazachskiej władzy jest  tzw., tarczą od jakiegokolwiek rodzaju form protestowego nastroju słowiańskiej narodowości wewnątrz samego Kazachstanu? Tak właśnie dla interesu dużego biznesu i surowcowych monopoli władze Rosji przymrużają oko na wszystkie wewnętrzno polityczne i duchowo-ideologiczne procesy Kazachstanu … Rosja zamieniła ekonomiczną integrację swoich surowcowych korporacji na duchowo-ideologiczną dezintegrację tych narodów…”.
http://www.contrtv.ru/common/1818/

Dostrzeżemy tutaj najwyraźniej charakterystyczną cechę większości Rosjan, zamieszkujących na terytorium byłego ZSRR, ich niechęć do nauki języka miejscowego i integrowania się, zostawiając za sobą prawo do pozostawania bycia szczególną nacją, która odniosła swoje zasługi w II Wojnie Światowej. Zapominają jednak o tym, że „tytułowa nacja” to teraz nacja nowo narodzonych państw na odłamku ZSRR. A na dodatek tego wszystkiego, Rosjanie z tych państw, nie chcą wyjeżdżać do swojej historycznej ojczyzny, pokazując tym samym brak wdzięku Rosji wśród obywateli rosyjskojęzycznych WNP i UE, do należytego życia. Nawet program po przesiedleniu rodaków do Rosji i to zakończył się fiaskiem … Analiza materiałów dalekowschodnich środków masowego przekazu i migracyjnej statystyki, a także konkretnych działań odnośnie realizacji programu przesiedlenia, pozwala przyjść do wniosku, że na Dalekim Wschodzie ona nie cieszy się zbytnią popularnością. Regionalne i municypalne władze, w warunkach ograniczenia własnych zasobów, nie mają zbytniej chęci do nasilenia danego procesu. Wypowiedziana skala przesiedleńców, których oni są przygotowani przyjąć, jakiejkolwiek dostrzegalnej roli w pokonaniu demograficznego kryzysu nie odegra.

Jeśli, na przykład, w Kazachstanie wydarzy się klanowo-oligarchiczny przewrót i władza N. Nazarbajewa przestanie istnieć, to wszystkie te  «papierowe tygrysy» ekonomicznych sojuszów i owoce iluzorycznej przyjaźni między Rosją a Kazachstanem rozpadną się jak zamki z piasku na wodzie. Już teraz niektórzy w Centralnej Azji rozumieją, że kroki, które Moskwa zrobiła w kierunku „Integracji” stają się nie perspektywiczne i wszystkie te papierowo-wirtualne unie typu EWG są fikcyjne.

Okazuje się, że do zewnętrznego użytku retoryka jest jedna, a między sobą mówi się zupełnie o czymś innym…

Tym czasem Chiny zdecydowały się na rozegranie własnej „Wielkiej gry” w Centralnej Azji (Wielka Gra (ang. The Great Game) jest terminem używanym dla określenia rywalizacji między Imperium Brytyjskim a carską Rosją w XIX wieku o wpływy w Azji Środkowej). I tu na rękę okazała się nie tylko słabnąca ręka Moskwy w danym regionie, ale też i ekonomiczne problemy Zachodu. Naturalnie, że słabo idące procesy UE i USA  w Centralnej Azji i pomoc finansowa potęgi Chin, to dwa czynniki, które ze zrozumiałego powodu wpływają na rezultat wyboru ostatecznego użytkownika dla swojej strategii w przyszłości.

Rosja w walce z „jednobiegunowym światem” faktycznie sama przyprowadziła Chiny do Centralnej Azji, przedstawiając temu wszelkie  możliwości (w ramach tego samego SOW, EWG) dla dalszego i bardziej długoterminowego umocnienia chińskiego wpływu w regionie. I wydarzenia z ostatnich lat pokazują, że chińskie władze zdołały dosyć efektywnie skorzystać z udostępnionej im możliwości, stopniowo, niepostrzeżenie, ale nieugięcie wzmagać swoją obecność w regionie.

Przy czym Chińczycy wykorzystują bardziej doskonale od rosyjskich metod podejście dla umocnienia swojego wpływu. Tak więc, Rosja bazuje swój wpływ w regionie, który jest oparty na popychaniu kwestii regionalnego bezpieczeństwa, nie inwestując w miejscową ekonomikę. Swoją drogą, strategia Chin polega na przepychaniu inwestycyjnych i infrastrukturalnych projektów, udzieleniu kredytów i pożyczek dla miejscowego rządu. Niewątpliwie, że za udzielone pożyczki należy się rozliczać, kredyty udziela się na szczególnych warunkach (takich, jak np.: obowiązkowe przyciąganie chińskiej siły robotniczej).

W taki oto sposób, chińską długoterminową strategię można krótko scharakteryzować jak „od ekonomiki do geopolityki”, podczas gdy rosyjskie podejście wygląda z dokładnością tak lecz na odwrót. Chiny nie śpieszą się, ale powoli i stopniowo podciągają ekonomikę regionu ku sobie. Ogólnie wiadomo, że ekonomika ChRL faktycznie opiera się na eksporcie gotowej już produkcji. W związku z czym Chinom niezbędne są nowe rynki zbytu, gdzie można było by rozmieścić i swoje nadmierne siły robocze. Nie mniej ważnym jest też i znajdowanie nowych źródeł energetycznego surowca. Dla dostępu do rynków i zasobów nie obejdzie się bez stworzenia rozwiniętej infrastruktury, co na dzień dzisiejszy i opakowuje się w jaskrawy i pociągający dla Centralnej Azji papierek  „Jedwabnego szlaku”.

Wydarzenia na Ukrainie, rosnące konfrontacje Moskwy z Zachodem, oczekiwane zmiany na poziomie globalnym również wpłynęły na plany ChRL w regionie. Chińskie władze jawnie spostrzegły w tych zmianach jak nowe wyzwania, tak też i unikalną możliwość do realnego posunięcia się w regionie. Na kraje Centralnej Azji posypały się propozycje odnośnie nowych inwestycyjnych projektów, kredytów i pożyczek na potrzeby infrastrukturalne. Wypowiedziane zostały idee co do stworzenia międzynarodowych inwestycyjnych funduszy, gdzie też w charakterze głównego posiadacza oszczędności ChRL będzie odgrywać zasadniczą rolę.

Konkluzja.

Nie zważając na to, iż Rosja aktywnie idzie na kontakt z Chinami, ona jest podenerwowana obecnością tak silnego sąsiada przy granicy słabo zaludnionego Dalekiego Wschodu, dlatego też Kreml na dzień dzisiejszy inwestuje w rozwój tego regionu. Ogromny problem jednak stanowią  organizacje terrorystyczne islamistów jak w samej Rosji i w republikach Północnego Kaukazu, tak też i poza jej granicami – w Azji Centralnej i Afganistanie.

Dlatego proroctwo co do obszernej rosyjsko-chińskiej ekonomicznej integracji przedstawia sobą dostrzegalną przesadność. Odpowiedź kryje się w demografii.

Pograniczne ziemie Rosji i Chin nie tylko słabo są zaludnione dzisiaj – ale będą one jeszcze bardziej słabo zaludnionymi i jutro. Ludność tego terytorium jak w Rosji, tak samo też w Chinach jest już w starszym wieku, niż średnio w kraju i będzie starzeć się dalej, co oznacza dalszy spadek ekonomicznego potencjału. Rosyjsko-chińska granica to dziura i dane demograficzne mówią, że w tym sensie nic też się nie zmieni na lepsze.

Na przykład, ścisłe transgraniczne ekonomiczne więzi, jak między USA i Kanadą czy USA i Meksykiem, wymagają, aby wzdłuż granicy stale zamieszkiwała znaczna część ludności. Amerykańsko-kanadyjski handel jest tak aktywny dlatego, że 90% Kanadyjczyków żyją w granicach stu mil od granicy. Meksykańskie przygraniczne strefy są również gęsto zaludnione i od granicy można tak powiedzieć ręką podać do kilku wielkich amerykańskich miast. Wymiana ekonomiczna, prawdę mówiąc, sprowadza się do wymiany towarów i usług między ludźmi. A jeśli ludności jako takiej nie ma, nie należy zatem oczekiwać na wielką ekonomiczną aktywność.

Najwyraźniej w przyszłości będą nowe umowy i pojawią się nowe głośne nagłówki w rosyjskich środkach masowego przekazu. Ale pełnowartościowe ekonomiczne zbliżenie Rosji i Chin nie nastąpi  ponieważ do tego brakuje demograficznych podstaw. Ekonomiczna przyszłość Rosji to Europa, a ekonomiczna przyszłość Chin – w regionach Oceanu Spokojnego. Przecież właśnie w tych regionach zamieszkują Rosjanie i Chińczycy. A Chiny po prostu oczekują na to kiedy wszystko runie… Rosja po prostu podkłada się pod Chiny i jeśli tranzyt na Zachód skończy się, to Pekin będzie dyktować Moskwie swoje warunki.

Porozumienie „Gazpromu” z Chińską narodową naftowo-gazową korporacją (CNPC) nie zrobi z Pekinu głównego eksportowego rynku dla rosyjskiego gazu. Europejski rynek jak dawniej pozostanie kluczowym przynajmniej na najbliższe parę lat. „Gazprom” tak i będzie otrzymywać główną część dochodu w Europie. Także kontrakt ogólnie nie wpłynie na europejski rynek rurociągowego gazu. I oto dlaczegóż.

1. Eksport gazu do Chin nie zmniejszy wielkości gazu, który udostępniany jest dla eksportu do Europy. Gaz dla Chin wydobyty zostanie nie z tych miejsc złóż, skąd dostarcza się gaz do Europy, a z innych. Zapasy „Gazpromu” są ogromne i ich wystarczy dla wszystkich.

2. Rynek gazu w odróżnieniu od rynku ropy naftowej jest nie światowym a regionalnym. Struktura i ceny dostaw gazowych na różne rynki (ATR, Europa czy USA) mocno się różnią.

3. Europejski rynek zostanie głównym źródłem zysku dla „Gazpromu”.

Według umowy z CNPC „Gazprom” będzie dostarczać 38 miliardów kubików gazu w ciągu roku, a do Europy w 2013 roku dostawy zestawiły 174,3 miliardów kubików. Dlatego więc nawet przy porównywalnych cenach (chociaż cena gazu zgodnie z porozumieniem z CNPC w prawdzie nie jest znana) na Europę będzie przypadać znacznie wielka część utargu. A wysokie operacyjne wydatki na opracowanie nowych miejsc złóż (w porównaniu z działającymi) jeszcze więcej zwiększy część europejskich dostaw w zysku „Gazpromu”. Ostatnie źródło finansowych wpływów to sprzedaż na rynku krajowym, ponieważ niskie regulacyjne krajowe ceny na gaz dają niską rentowność. Sprzedaże krajowe zestawiają dostrzegalną część w utargu, ale nie w czystym zysku firmy.
http://slon.ru/economics/pochemu_rossiya_glavnaya_problema_gazproma-1110966.xhtml

Jak powiedział Pierre-Augustin Caron de Beaumarchais: Polityka to wielka sztuka, sprawiająca wrażenie, że Ty wiesz to o czym nie wie ktoś i nie wiesz tego o czym wiedzą pozostali. I taka właśnie jest polityka. Wyjątkowo skomplikowana rzecz!

Komentarze